Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Max Factor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Max Factor. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 maja 2013

Wszyscy się chwalą zakupami - pochwalę się i ja ;)

I znów przerwa w blogowaniu mi się trafiła, wynikająca z zaginięcia ładowarki do aparatu... Na szczęście otrzymany kilka dni temu telefon stanął na wysokości zadania i pozwolił mi dziś przyjść z nowym postem ;) Chciałabym się pochwalić zdobyczami - z Natury, którą miałam okazję odwiedzić w zeszły weekend podczas wizyty w Krakowie, z Rossmanna, ale też z innych sklepów...

Na początek - produkty z Sensique, do której to marki mój dostęp jest mocno ograniczony.

  • osuszacz do paznokci - produkt, na który się szaleńczo napaliłam, a który po pierwszych próbach mnie zawiódł (8,99 zł);
  • odtłuszczacz do paznokci - przypadkowo wzięty z półki okazał się być strzałem w dziesiątkę (6,99 zł);
  • zmywacz do paznokci - idealny na podróże ze względu na rozmiar (1,99 zł);
  • puder matujący nr 02 - moje "odkrycie miesiąca", świetnie wygląda na mojej twarzy, długo się trzyma, a kosztuje grosze 7,99).

Bonus na zdjęciu - patyczki do odsuwania skórek z Essence (6,99 zł).


Będąc w Krakowie chciałam zakupić zalotkę z M.A.C, która niestety była niedostępna (jak zawsze..). W ramach otarcia łez odwiedziłam naszego Inglota.

  • zalotka - fajna, porządnie zrobiona, z dołączoną zapasową gumką (36 zł);
  • chusteczki matujące (9 zł);


  • cień do powiek AMC Shine nr 128 - czyli piękna, nieco przydymiona śliwka (12 zł).


Z Krakowa, a dokładniej z SuperPharm w Galerii Kazimierz, przyjechały ze mną również:

  • żel do usuwania skórek z Sally Hansen - całkiem słusznie chwalony, niestety dość drogi (24,99 zł);
  • tabletki ze skrzypem.



Jeśli chodzi o promocję -40% w Rossmannie, moje zakupy nie okazały się na szczęście przesadnie duże ;)

  • płyn do demakijazu z Bourjois - mój ulubieniec do oczu (10,19 zł);
  • maskara Lovely - czyli tusz, który kupili chyba wszyscy :D (5,39 zł);
  • korektor w kremie Manhattan - produkt, którego ja na szczęście nie potrzebuję - stosuje go moja mama, a że kiedyś wspomniała, że jej się kończy, to do prezentu na Dzień Matki dołączone zostało kolejne opakowanie (12,59 zł);
  • Lovely Classic Nail Polish nr 73 - prawdziwe czerwone wino, za tę cenę po prostu musiałam go wziąć (3,39 zł).


Skoro w Rossmannie była promocja, to i w Hebe podobną zorganizowano... Na zdjęciu najświeższe zakupy, z soboty, kiedy to wszystkie produkty Max Factor były przecenione o 40% ;)

  • Max Factor, Kohl Pencil 090 Natural Glaze - idealny cielaczek, który na linii wodnej trzyma się długie godziny (14,99 zł);
  • Essence, Vintage District 03 Antique pink - w Hebe jest już co prawda kolejna limitowanka Essence, jednak z VD uchowały się jakieś pojedyncze lakiery. Nie mogłam się więc oprzeć, zwł. że uwielbiam wszelkie łososie, morele i brudne róże na pazurach (5,99 zł).



I na koniec jeszcze drobiazgi z Yves Rocher.

  • podwójne lusterko (9,90 zł);
  • cień w kremie 03 różowa miedź - naprawdę ładny kolor, niestety trwałość nie powala. Cień ten dostałam jako gratis do lusterka (prezent z ulotki na Dzień Matki) za symboliczny 1 gr.



I to chyba na tyle... aż do przyjścia pewnej małej, a pełnej różnych dobroci paczuszki, o której z pewnością wspomnę w kolejnym poście... ;)

niedziela, 2 grudnia 2012

Ulubieńcy listopada + chwalę się!

Dziś przedstawię pokrótce moje ulubione produkty do makijażu w ostatnim miesiącu - więcej pewnie skrobnę w następnych wpisach, jako że wczoraj, korzystając z ładnego słońca narobiłam wreszcie trochę zdjęć ;)


Zdecydowanym faworytem w kategorii podkłady w listopadzie był Flower Perfection w odcieniu 52 vanilla (na zdjęciu głównym bez zamykania, które jest zwyczajnie nieporęczne i zbyt wielkie...). Podkład przyjemny w aplikacji (lepiej się go nakłada palcami lub gąbeczką, niż pędzlem), ładnie stapiający się z cerą, dobrze kryjący.


Zdjęcie stare, stąd inne tło i kolory chyba zbyt ciemne :(

Z pudrów najczęściej towarzyszył mi Healthy Balance również z Bourjois, oraz meteoryty Guerlaina w wersji 02 Teint Beige. Kulki te kupiłam na początku czerwca po lekturze kilku wychwalających je recenzji... po czym zawiedziona postawiłam na półce, plując sobie w brodę, że wydałam 40 euro na najładniejszą puderniczkę świata, której zawartość "nie działa". Na początku ubiegłego miesiąca użyłam je podczas chrztu, do którego niosłam pewnego świetnego szkraba ;) Na zdjęciach z tej uroczystości odkryłam, że moja cera faktycznie jest rozświetlona, wygładzona, po prostu piękniejsza ;) i od tej pory z meteorytami się nie rozstaję!



No, czasem może zdradzam je z odlewką genialnego rozświetlacza Bare It All w odcieniu Pink A Boo marki Revlon (mam nadzieję, że choć trochę udało mi się uchwycić jego bezdrobinkowy blask). 



Policzki często miały kontakt z Ultradelikatnym (acz mocno napigmentowanym) Różem Inglota w odcieniu nieznanym, bo startym...



W makijażu oczu najczęściej używałam próbki High Impact Mascara z Clinique. Po połowie miesiąca, pozostając przy jej genialnej dla mnie szczoteczce, zaczęłam mazać rzęsiska False Lash Effect z Max Factor. W tym drugim przypadku sam tusz okazał się świetny, ale grubaśna szczotka zdecydowanie nie jest z mojej bajki.


Na powiekach w listopadzie królował u mnie wręcz niezniszczalny cień Stay all day 09 For fairies z Essence, od promocji rossmannowej uzupełniony o równie trwały Super Liner Duo L'Oreal (widoczny na zdjęciu głównym niemal na samym środku).



A usta? Znany chyba wszystkim My Favourite Milkshake z Essence.

A które produkty Wam umilały miniony miesiąc? Z chęcią poczytam, więc można dołączać linki :P



A tak jeszcze niekosmetycznie, pochwalę się dzisiejszym zakupem... Co roku w mojej starej szkole organizowane są przedświąteczne kiermasze - na takowym właśnie udało mi się znaleźć pierścionek marzenie - srebrny (próba 925), oksydowany, za 35 zł - idealny więc na Mikołaja dla samej siebie :D Marzą mi się jeszcze kolczyki z podobnym kwiatowym motywem, ale to już może po świętach :)

sobota, 1 grudnia 2012

Denko listopadowe

Kolejny miesiąc i kolejne zużycia. Tym razem na fotografii grupowej brakuje kilku produktów - dwa z nich były bowiem "luzem", z kolei opakowania po dwóch kolejnych wyrzuciłam poza granicami kraju ;) Ale przechodząc do rzeczy...




Produkty, które pokochałam i do których z pewnością wrócę:

Bioderma, Sebium, Pore Refiner - świetny krem, którego recenzji mój blog się nie doczekał... jeszcze. W kosmetyczce czeka kolejne już opakowanie, więc jak tylko skóra zacznie mi płatać figle (błyszczeć się niczym psu oczy) będę przygotowana ;)





Ziaja, Masło kakaowe, Kremowe mydło pod prysznic - recenzja TU





Produkty dobre, do których jednak nie powrócę (chyba ;)):


The Body Shop, Banana Shampoo - recenzja TU



Lush, Angels On Bare Skin - recenzja TU



The Body Shop, Green Apple Bath & Shower Gel - recenzja TU



Max Factor, Masterpiece Max - po prostu bardzo dobry tusz. Musiał co prawda odleżeć swoje po otwarciu, ale wtedy też okazał się produktem zdecydowanie trafionym. Ma on świetną szczoteczkę, która ładnie pogrubia i wydłuża rzęsy, nie tworząc przy tym grudek. Tusz się nie osypuje, nie spływa (dni swej świetności miał w sierpniu, podczas mojego pobytu we Włoszech, gdzie temperatury zdecydowanie nie działały na korzyść makijażu). Gdyby plusów było mało - opakowanie jest świetne, eleganckie, przyjemne dla oka. Regularna cena jest dość wysoka (ok. 50-60 zł), jednak zawsze można polować na promocje ;) 





Bourjois, 123 Perfect Foundation, 52 - na początku byłam zakochana. Świetne krycie, wygodna w użytkowaniu buteleczka, nienajgorsza wydajność. Po jakimś czasie zaczął jednak ciemnieć na twarzy. Niby nie dramatycznie, ale jednak... Na chwilę obecną wolę zdecydowanie Flower Perfection z Bourjois, niemniej 123 też polecam spróbować, zwł. gdy jest w promocyjnej cenie ;)




Produkty poprawne, do których jednak na pewno nie wrócę:

Lush, Hottie (próbka) - recenzja TU





Be Beauty, Hands Epertiv, Ochronny krem do rąk - stara wersja biedronkowego kremu, obecnie niestety już nie dostępna. Świetnie pachniał, szybko się wchłaniał, nie pozostawiał tłustej warstwy. Do tego miał przystępną cenę oraz opakowanie utrzymane w całkiem ładnej szacie graficznej. Szkoda...





Alterra, Olejek do masażu `Migdały i papaja` - sytuacja podobna, jak w przypadku olejku opisanego TU. Na mnie działa średnio, więc po prostu wykańczam i nawet, gdyby był kiedyś jeszcze dostępny, to do niego nie wrócę.





Buble:

Carmex, Lip Balm Cherry Tube SPF 15 - o ile lubię zwykły Carmex w słoiczku, o tyle ten uważam za wielkie nieporozumienie. Smak i zapach tego produktu są niemożliwie chemiczne, wręcz obrzydliwe... Próbowałam wykończyć tę tubkę, jednak się poddałam jeszcze przed połową, stwierdziwszy, że nie ma co się zmuszać, zwł. że nie był to najdroższy produkt.





Lush, Sugar Scrub - zielony potworek! Drapie, zostawia ślady niczym kocie pazury. Średnio wydajny, po jakimś czasie zaczyna wręcz kamienieć, przez co peelingowanie ciała staje się wielkim wyzwaniem i średnią przyjemnością. Niska, jak na Lush cena (4,95 euro) zdecydowanie obrazuje jakość tego produktu. Zdecydowanie nie polecam, lepiej trochę dołożyć i kupić TEN peeling. 





Podsumowując jestem w miarę zadowolona z listopadowego denka... zwł. że równocześnie ze zużyciami udało mi się nie wydać zbyt wiele pieniędzy na nowości  (ok. 100 zł, w tym jednak sprawdzone dwie odżywki "na zapas" za blisko połowę tej kwoty). Szkoda tylko, że znów z kolorówki nie bardzo mam się, czym pochwalić.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...