Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zakupy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zakupy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 listopada 2013

Zakupy w MACu, czyli do konca roku jem tylko ziemniaki ;)


Nie jestem pewna jeszcze, co to bylo. Czy chwilowa nıepoczytalnosc, czy po prostu jakıes male opetanıe.
Nıemnıej, bedac sobıe w tym tygodnıu w Antwerpii u Lubego, zajrzalam do MACa. Cztery razy. Co przyszlo ze mna do domu, pokazuja ponizsze zdjecia.

Zacznıjmy od zbıorowego, w ubrankach :P


I kolejno:

MAC, Paint Pot Painterly - czyli rzecz, na ktora ostrzylam zeby juz od dawna. Od pıerwszego uzycia pokochalam i zdecydowanıe planuje nam dluga, swietlana przyszlosc.


MAC, Matchmaster Foundatıon (odcien 1.5) - moj kolor idealny. Smierdzi, ladnie sie aplikuje, ma srednie krycie. Zobaczymy, co z tej znajomosci nam wyjdzie.


MAC, Mineralize Skinfinish Natural (odcien Medium) - po jednej probie zbyt wiele powiedziec nıe moge, niemniej jestem pozytywnie nastawiona ;)



MAC, 217 Blending Brush - ocena 4,98 na wizazu zdecydowanie nie jest zawyzona, bo ten produkt jest wrecz genialny. Po kilku dniach razem, juz nie wyobrazam sobie zycia bez niego


MAC, Lipstick Patisserie - czyli prawde powiedziawszy produkt zbedny. Niemniej efekt my lips but better w wykonaniu tej szminki sprawil, ze zglupialam i oto mam swoja wlasna "ciastkarnie".


I to by bylo na tyle...


Chociaz mam szalona ochote na jeszcze jeden produkt MAC, tj. na korektor Studio Finish. Ale z tym moze jednak poczekam, zwl. ze w ostatnich dniach w moje lapy wpadl tez szampon z Lusha i pare innych drobiazgow. Calosc podsumuje (wraz z nabytkami pazdziernıkowymi) po niedzieli, kiedy to powroce do domu. Niemniej juz teraz jedna rzecz jest pewna - grudzien nalezy oglosic miesiacem denka i absolutnego ograniczenia wydatkow kosmetycznych...


PS. Wybaczcie brak polskich znakow, ale wyjatkowo moj netbook zostal w domu ;)

sobota, 14 września 2013

Zakupy wrześniowe

Zakupy kosmetyczne:


Wibo, Volume Extreme Mascara - 9,29


Batiste, Suchy szampon dla brunetek - 15,99

Bell, Glam Wear Nude, Lakier do paznokci 03 - 11,99
Bell, Glam Wear Nude, Lakier do paznokci 05 - 11,99



Łacznie: 49,26 zł

Wakacje minęły, a wielka czarna dziura pozostała w miejscu oszczędności... Z racji tego postanowiłam z lekka zacisnąć pasa w tym miesiącu.
Wyszło mi to niby nie najgorzej, w końcu zmieściłam się z kosmetykami w słynnych 50 zł. Jestem szczególnie z tego zadowolona, gdy pod uwagę biorę wydatki kosmetyczne z sierpnia (181,51 zł), o lipcu, kiedy to napadłam na Lush, nie chcę pamiętać.

Zakupy ubraniowe:


H&M, Torebka - 29,92 zł



Na początku września dokonałam małej selekcji ciuchów i dodatków. Uświadomiłam sobie wybitnie, że żadna z większych toreb nie nadaje się już do użytku... Na szczęście główka pracuje ;) Użyłam karty ze zwrotem (30 zł), dodatkowo rabatu 25% za zapisanie się na newsletter i oto mam nową torbę za grosze ;) Jestem z niej szaleńczo zadowolona!



I  tym miesiącu to by było na tyle... W przyszły piątek znów wyjeżdżam do Lubego, więc mam nadzieję (ba! muszę!), że powstrzymam się od jakiś dodatkowych zakupów w miarę bezproblemowo :) Trzymajcie za mnie kciuki!


Źródła obrazków: http://bell-kosmetyki.plhttp://urodomania.comhttp://www.rossnet.plhttp://www.hm.com/pl

niedziela, 11 sierpnia 2013

Powrót córy marnotrawnej + zakupy ;)

Oj, zdecydowanie długo mnie tu z Wami nie było.... Pamięta ktoś kameę jeszcze? ;)

Czerwiec i początek lipca dały mi troszkę w kość, poprzez dodatkową pracę, która jakoś tak zupełnie przypadkowo w sumie mi się nawinęła i aż żal było nie skorzystać.
13 lipca temu oficjalnie rozpoczęłam wakacje i szybciutko przybyłam do Antwerpii, gdzie przez kilka długich dni wspólnie z Lubym zmagaliśmy się z nowym, tym razem belgijskim mieszkaniem.

Niemniej wreszcie przyszedł ten dzień, gdy mogłam chwilę odetchnąć... i zawędrować do dawno niewidzianego Lusha.



Plan zakupowy był prosty - z okazji imienin (26 lipca*) postanowiłam sama sobie zrobić prezent w wysokości 20 euro. Już po wyjściu z mieszkania, suma ta w mej głowie wzrosła do 25, w sklepie porażona zapachem i ilością kolorowych dobroci, trochę się rozpędziłam.

A oto i nowe zdobycze:


  • American Cream - słynna, bosko pachnąca odżywka do włosów (100g / 6,95€)

  • Tea Tree Water - czyli zbawienie w obliczu szalonych upałów (100g / 5,45€)

  • Rub Rub Rub - ukochany peeling, o którym pisałam tutaj (330g / 14,45€)

  • Karma Komba - szampon w kostce, dość przypadkowo chwycony, bo czaiłam się na inną wersję (55g / 8,95€)
  • Puszeczka na szampon - 2€

  • Imperialis - krem do twarzy - gratis ;)



* kolejne opóźnienie wynikło z padnięcia mojego laptopa. Po dwóch tygodniach doszedł wreszcie do siebie, dzięki czemu z jakąś normalną już recenzją powrócę tu w ciągu najbliższych 24h ;)


Miłego wieczoru wszystkim czytającym :P

niedziela, 26 maja 2013

Wszyscy się chwalą zakupami - pochwalę się i ja ;)

I znów przerwa w blogowaniu mi się trafiła, wynikająca z zaginięcia ładowarki do aparatu... Na szczęście otrzymany kilka dni temu telefon stanął na wysokości zadania i pozwolił mi dziś przyjść z nowym postem ;) Chciałabym się pochwalić zdobyczami - z Natury, którą miałam okazję odwiedzić w zeszły weekend podczas wizyty w Krakowie, z Rossmanna, ale też z innych sklepów...

Na początek - produkty z Sensique, do której to marki mój dostęp jest mocno ograniczony.

  • osuszacz do paznokci - produkt, na który się szaleńczo napaliłam, a który po pierwszych próbach mnie zawiódł (8,99 zł);
  • odtłuszczacz do paznokci - przypadkowo wzięty z półki okazał się być strzałem w dziesiątkę (6,99 zł);
  • zmywacz do paznokci - idealny na podróże ze względu na rozmiar (1,99 zł);
  • puder matujący nr 02 - moje "odkrycie miesiąca", świetnie wygląda na mojej twarzy, długo się trzyma, a kosztuje grosze 7,99).

Bonus na zdjęciu - patyczki do odsuwania skórek z Essence (6,99 zł).


Będąc w Krakowie chciałam zakupić zalotkę z M.A.C, która niestety była niedostępna (jak zawsze..). W ramach otarcia łez odwiedziłam naszego Inglota.

  • zalotka - fajna, porządnie zrobiona, z dołączoną zapasową gumką (36 zł);
  • chusteczki matujące (9 zł);


  • cień do powiek AMC Shine nr 128 - czyli piękna, nieco przydymiona śliwka (12 zł).


Z Krakowa, a dokładniej z SuperPharm w Galerii Kazimierz, przyjechały ze mną również:

  • żel do usuwania skórek z Sally Hansen - całkiem słusznie chwalony, niestety dość drogi (24,99 zł);
  • tabletki ze skrzypem.



Jeśli chodzi o promocję -40% w Rossmannie, moje zakupy nie okazały się na szczęście przesadnie duże ;)

  • płyn do demakijazu z Bourjois - mój ulubieniec do oczu (10,19 zł);
  • maskara Lovely - czyli tusz, który kupili chyba wszyscy :D (5,39 zł);
  • korektor w kremie Manhattan - produkt, którego ja na szczęście nie potrzebuję - stosuje go moja mama, a że kiedyś wspomniała, że jej się kończy, to do prezentu na Dzień Matki dołączone zostało kolejne opakowanie (12,59 zł);
  • Lovely Classic Nail Polish nr 73 - prawdziwe czerwone wino, za tę cenę po prostu musiałam go wziąć (3,39 zł).


Skoro w Rossmannie była promocja, to i w Hebe podobną zorganizowano... Na zdjęciu najświeższe zakupy, z soboty, kiedy to wszystkie produkty Max Factor były przecenione o 40% ;)

  • Max Factor, Kohl Pencil 090 Natural Glaze - idealny cielaczek, który na linii wodnej trzyma się długie godziny (14,99 zł);
  • Essence, Vintage District 03 Antique pink - w Hebe jest już co prawda kolejna limitowanka Essence, jednak z VD uchowały się jakieś pojedyncze lakiery. Nie mogłam się więc oprzeć, zwł. że uwielbiam wszelkie łososie, morele i brudne róże na pazurach (5,99 zł).



I na koniec jeszcze drobiazgi z Yves Rocher.

  • podwójne lusterko (9,90 zł);
  • cień w kremie 03 różowa miedź - naprawdę ładny kolor, niestety trwałość nie powala. Cień ten dostałam jako gratis do lusterka (prezent z ulotki na Dzień Matki) za symboliczny 1 gr.



I to chyba na tyle... aż do przyjścia pewnej małej, a pełnej różnych dobroci paczuszki, o której z pewnością wspomnę w kolejnym poście... ;)

poniedziałek, 6 maja 2013

Małe zakupy :)

Miało być podsumowanie wydatków, a wyszły... nowe wydatki :D
Piękna pogoda w dniu wczorajszym zainspirowała mnie do wycieczki do galerii handlowej, w której bezskutecznie przeczesywałam Super-Pharm (chciałam dostać Białą Perłę, ostatecznie zamówiłam ją kilka godzin później w jakiejś aptece internetowej).

Zawiedziona bezowocnymi poszukiwaniami łatwo skusiłam się na nowy preparat do paznokci i zmywacz, a później dodatkowo złamałam się w Inglocie i dałam zwieść błyszczykowi Sleeks Cream nr 101.


Jeśli chodzi o odżywkę to wybór padł na Post Trauma Nail Treatment marki Revlon. Kojarzyłam ten produkt z bloga Aliny, poza tym w internecie znalazłam też inne, dość pozytywne głosy o nim. Zdziwił mnie efekt, który revlonowy specyfik pozostawia na paznokciach i fakt, że częściowo zdaje się w nie wnikać. Zobaczymy jak będzie się nam współpracować na dłuższą metę, niemniej po pierwszych 24h wieszczę nam udany związek :)


W kwestii zmywacza, nie zastanawiając się długo, dość przypadkowo sięgnęłam po Zmywacz do paznokci - gel z olejkiem z zielonej herbaty i witaminą E. Po fakcie odnotowałam, że ten produkt ma dość kiepskie recenzje na wizażu, jednak staram się go przedwcześnie nie przekreślać.


Na błyszczyk z serii Sleeks Cream miałam ochotę od dłuższego czasu, czaiłam się i czaiłam, w końcu wybrałam coś odcieniem pasującego do mojego maczkowego różu. Po pierwszych próbach (ekhm, wy też malujecie się od razu po zakupie? :D) stwierdzam, że trwałość mogłaby być lepsza, ale sam kolor i sposób w jaki podkreśla usta są genialne :)



I to by było na tyle... W sumie planuję jeszcze w tym miesiącu kupić sobie zalotkę z M.A.C, więc raczej wskazane jest od teraz znów zacisnąć pasa (tudzież schować portfel). Miłego wieczoru! ;)

wtorek, 26 marca 2013

Nie samymi kosmetykami żyje człowiek ;)

Porządki przedświąteczne oraz przygotowania do wyjazdu (w piątek znów lecę odwiedzić mojego S., tym razem stacjonującego w nieco cieplejszym od Norwegii kraju) zabierają mi niemal cały czas wolny...

Niemniej muszę się, choćby tylko w kilku słowach, pochwalić, co wpadło wczoraj w me łapska :)


W jednej z księgarni sieci Weltbild upatrzyłam promocję  -95%, w efekcie której do domu wróciłam z 8 książkami w formie tradycyjnej, oraz z 7 audiobookami :)

Zapłaciłam zawrotną kwotę - łącznie całe 34 zł. Obecnie towarzystwa w sprzątaniu dotrzymują mi "Cwaniary" Sylwii Chutnik, a na swoją kolej czekają audiobooki:
  • "Lubiewo" - Michał Witkowski
  • "Kiedy ulegnę" - Chang-Rae Lee
  • "A jeśli ciernie" oraz "Kto sieje wiatr" - Virginia C. Andrews
  • "Rozważania psa Mafa i jego przyjaciółki Marilyn Monroe" - Andrew O'Hagan
  • "Zachcianki. Dziesięć zmysłowych opowieści" - Sylwia Chutnik i in.


Do samolotu w piątek z pewnością zabiorę którąś z "normalnych" książek:
  • "Trzy kobiety w dobie ciemności" - Sylvie Courtine-Denamy
  • "Schronienie" - Jim Crace;
  • "Trzy małpy" - Stephan Mendel-Enk
  • "Spektakle masowej śmierci" - John Aberth
  • "Ostatni kucharz chiński" - Nicole Mones
  • "Opowieści z miasta wdów" - James Canon
  • "W stepie, ostach i burzanie i inne opowiadania" - Włodzimierz Odojewski
  • "Wszyscy jesteśmy Nomadami" - Małgorzata Dzieduszycka-Ziemilska


Czytałyście coś z tej listy? ;)

niedziela, 17 marca 2013

Zdobycze marcowe :)

Wiosna jest tą porą roku, która wzmaga we mnie potrzeby zakupowe.
Brak wiosny w momencie, gdy powinna ona już być, dodatkowo podwaja te, już i tak rozbuchane żądze :D

Portfel płacze więc gdzieś tam w kącie, a ja przedstawiam najnowsze nabytki.


Na początek kolejne zamówienie z Yves Rocher. Z okazji dnia kobiet w sklepie internetowym YR można było skorzystać z bezpłatnej wysyłki od 39 zł. W łapy więc wpadła mi woda do demakijażu oraz zestaw do pielęgnacji włosów w składzie: szampon oczyszczający pokrzywowy i płukanka octowa z malin :)




W ramach prezentu do zamówienia otrzymałam niespodziankę, tj. serum do biustu. Skorzystałam też z dodatkowego kodu, w mojej paczce pojawiła się tym samym gratisowa woda toaletowa dla mężczyzn. Hoggar, bo o nim mowa, już niebawem (mam nadzieję) powędruje razem ze mną do mojego lubego. Ciekawe, czy jemu też się ten zapach spodoba :)


Całość zamówienia z YR wyniosła 39,80 zł. Po pierwszych próbach kosmetyków, które całkiem pozytywnie mnie zaskoczyły stwierdzam, że zdecydowanie się opłacało ;)

Przechodząc do dalszych nabytków...

W ostatnich dniach postanowiłam wypróbować przepis na swoisty tonik oczyszczający pory, składający się z olejku pichtowego i nafty kosmetycznej (w proporcji 1:4). Po kilku zastosowaniach widzę już różnicę, więc kurację uparcie kontynuuję - za jakieś dwa lub trzy tygodnie postaram się wrzucić małe podsumowanie "przed i po". Same składniki to znów niewielki wydatek, łącznie zapłaciłam w aptece około 16 zł.


Po wizycie we wspomnianej wyżej aptece, w ramach "urodowych porządków wiosennych" skoczyłam do Rossmanna po moje ulubione plastry do depilacji twarzy (do brwi - idealne <3 ).


Przy okazji złapałam też kolejne drobiazgi z Lilibe Cosmetics, której to marki staję się zagorzałą fanką.


Na sam koniec chciałabym się pochwalić pewnym drobiazgiem z kolorówki, a dokładniej - cieniem w kremie Color Tattoo 24HR, 40 Permanent Taupe. Chodziłam i marzyłam o nim, na chciej-liście wisiał od jakiś dwóch miesięcy, aż w końcu skuszona promocją -40% na Maybelline w Hebe, poddałam się. I nie narzekam, choć kolor jest zupełnie inny niż mogłoby się wydawać po opakowaniu, o czym więcej napiszę w najbliższym czasie :)



Zastanawiam się, czy Wy też tak macie na wiosnę, że chcecie nagle upiększyć milion rzeczy w swoim ciele i rzucacie się w wir zakupów?

P.S. Ciuchów też trochę się utrafiło... Ale to już może przy okazji marcowego podsumowania wydatków napiszę... :)

czwartek, 28 lutego 2013

Grzesznie, baaaaaardzo grzesznie...

Czyli jednak dałam się zwieść na pokuszenie kilku (?!) produktom. Przedstawiam więc kolejno:

Mój pierwszy maczek - M.A.C Pro Longwear Blush w kolorze Rosy Outlook - odcień odrobinę ciemniejszy i cieplejszy od słynnego Well Dressed, matowy. 




Czytałam o tym, że panie w M.A.C świetnie dobierają produkty, ale że w ciągu dosłownie 5 minut dostanę tak pięknie i naturalnie wyglądający kosmetyk, to bym nie podejrzewała. Po pierwszych testach stwierdzam, że mimo ceny (100 zł), warto było się skusić. Swoją drogą, jeśli moja mama, zagorzała przeciwniczka róży, twierdzi, że ładny kolor i dobrze z nim wyglądam, to to już o czymś świadczy ;)


Zdobycze z Yves Rocher, pochodzące w sumie z dwóch paczek (o jednej już wspominałam), za łączną kwotę 112 zł i 90 gr ;)



Poszczególne produkty:



1. Roślinna pielęgnacja włosów, Mini maseczka odbudowująca (gratis)
2. Roślinna pielęgnacja włosów, Odżywka odbudowująca z olejkiem jojoba (9,90 zł)
3. Roślinna pielęgnacja włosów, Szampon odbudowujący (9,90 zł)


1. Nutritive Vegetal, Aksamitny żel do mycia twarzy (19,80 zł)


1. Un Matin au Jardin, Delikatna Róża, żel pod prysznic 50 ml (gratis)
2. Un Matin au Jardin, Kwiaty Cytrusów, woda toaletowa 20 ml (31,50 zł)
3. Un Matin au Jardin, Delikatna Róża, woda toaletowa 20 ml (gratis)


1, Cure Solutions, Krem rewitalizujący 24h (gratis)


1. Naturelle, woda toaletowa 75 ml (gratis)


1. Podkład rozświetlający, Pure Light, Jasny beż (28 zł)



1. Jardins du Monde, Ziarna kawy, Żel pod prysznic (6,90 zł)
2. Jardins du Monde, Zielona cytryna z Meksyku, Żel pod prysznic (6,90 zł)


Dużo fajnych rzeczy, bardzo korzystne oferty (niech żyją promocje z okazji Dnia Kobiet!), naprawdę jestem zadowolona, ale... popłynęłam tak, że aż mi wstyd :/
A było już tak pięknie i oszczędnie...

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...