Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rossmann. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rossmann. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 sierpnia 2013

Rossmannowski "masthaw" wakacyjny

Długi weekend zbliża się ku końcowi, podobnie zresztą rzecz się ma z moimi wakacjami... Niemniej chciałabym dziś w kilku słowach napisać o kosmetyku ratującym mnie z opresji, gdy jest naprawdę ciepło, a ja mam akurat ochotę na bieganie w przewiewnej sukience.

Rossmann, Babydream, Puder


Jak na rossmannowskie produkty przystało - jest tani i łatwo dostępny. Przy okazji też wydajny, przyjemnie (dzieciaczkowo ;)) pachnący, o średnio pięknym, ale całkiem praktycznym opakowaniu.


Jako produkt przeznaczony dla dzieci, raczej nie zrobi nam krzywdy, ma ładny skład, świetnie spisuje się w przypadku wszelakich podrażnień, odparzeń, nadmiernej potliwości. Z innych recenzji wiem, że można go stosować również w roli suchego szamponu lub pudru matującego, chociaż przyznaję, że sama żadnego z tych sposobów nie sprawdzałam ;)
Polecam z całego serduszka!


Moja ocena: 5/5

niedziela, 26 maja 2013

Wszyscy się chwalą zakupami - pochwalę się i ja ;)

I znów przerwa w blogowaniu mi się trafiła, wynikająca z zaginięcia ładowarki do aparatu... Na szczęście otrzymany kilka dni temu telefon stanął na wysokości zadania i pozwolił mi dziś przyjść z nowym postem ;) Chciałabym się pochwalić zdobyczami - z Natury, którą miałam okazję odwiedzić w zeszły weekend podczas wizyty w Krakowie, z Rossmanna, ale też z innych sklepów...

Na początek - produkty z Sensique, do której to marki mój dostęp jest mocno ograniczony.

  • osuszacz do paznokci - produkt, na który się szaleńczo napaliłam, a który po pierwszych próbach mnie zawiódł (8,99 zł);
  • odtłuszczacz do paznokci - przypadkowo wzięty z półki okazał się być strzałem w dziesiątkę (6,99 zł);
  • zmywacz do paznokci - idealny na podróże ze względu na rozmiar (1,99 zł);
  • puder matujący nr 02 - moje "odkrycie miesiąca", świetnie wygląda na mojej twarzy, długo się trzyma, a kosztuje grosze 7,99).

Bonus na zdjęciu - patyczki do odsuwania skórek z Essence (6,99 zł).


Będąc w Krakowie chciałam zakupić zalotkę z M.A.C, która niestety była niedostępna (jak zawsze..). W ramach otarcia łez odwiedziłam naszego Inglota.

  • zalotka - fajna, porządnie zrobiona, z dołączoną zapasową gumką (36 zł);
  • chusteczki matujące (9 zł);


  • cień do powiek AMC Shine nr 128 - czyli piękna, nieco przydymiona śliwka (12 zł).


Z Krakowa, a dokładniej z SuperPharm w Galerii Kazimierz, przyjechały ze mną również:

  • żel do usuwania skórek z Sally Hansen - całkiem słusznie chwalony, niestety dość drogi (24,99 zł);
  • tabletki ze skrzypem.



Jeśli chodzi o promocję -40% w Rossmannie, moje zakupy nie okazały się na szczęście przesadnie duże ;)

  • płyn do demakijazu z Bourjois - mój ulubieniec do oczu (10,19 zł);
  • maskara Lovely - czyli tusz, który kupili chyba wszyscy :D (5,39 zł);
  • korektor w kremie Manhattan - produkt, którego ja na szczęście nie potrzebuję - stosuje go moja mama, a że kiedyś wspomniała, że jej się kończy, to do prezentu na Dzień Matki dołączone zostało kolejne opakowanie (12,59 zł);
  • Lovely Classic Nail Polish nr 73 - prawdziwe czerwone wino, za tę cenę po prostu musiałam go wziąć (3,39 zł).


Skoro w Rossmannie była promocja, to i w Hebe podobną zorganizowano... Na zdjęciu najświeższe zakupy, z soboty, kiedy to wszystkie produkty Max Factor były przecenione o 40% ;)

  • Max Factor, Kohl Pencil 090 Natural Glaze - idealny cielaczek, który na linii wodnej trzyma się długie godziny (14,99 zł);
  • Essence, Vintage District 03 Antique pink - w Hebe jest już co prawda kolejna limitowanka Essence, jednak z VD uchowały się jakieś pojedyncze lakiery. Nie mogłam się więc oprzeć, zwł. że uwielbiam wszelkie łososie, morele i brudne róże na pazurach (5,99 zł).



I na koniec jeszcze drobiazgi z Yves Rocher.

  • podwójne lusterko (9,90 zł);
  • cień w kremie 03 różowa miedź - naprawdę ładny kolor, niestety trwałość nie powala. Cień ten dostałam jako gratis do lusterka (prezent z ulotki na Dzień Matki) za symboliczny 1 gr.



I to chyba na tyle... aż do przyjścia pewnej małej, a pełnej różnych dobroci paczuszki, o której z pewnością wspomnę w kolejnym poście... ;)

środa, 8 maja 2013

Gloss Like Gel czyli moje pierwsze pazurki ;)

Nigdy jeszcze nie pisałam notek w stylu NOTD, co wynika z faktu, że od zawsze średnio podobał mi się kształt moich paznokci (zapuszczenie ich graniczy z cudem), ale i z tego, że wszystkie lakiery schodzą z nich w zastraszającym tempie.

Tym razem jednak postanowiłam się przełamać i napisać kilka słów o nowej kolekcji lakierów Lovely, które ujrzałam kilka dni temu w Rossmannie, a które zgodnie z informacją producenta mają zapewnić "efekt lakieru żelowego".

Lovely, Gloss Like Gel 
(Lakier do paznokci o formule imitującej lakier żelowy)


Wśród naprawdę wielu fajnych odcieni wybrałam widoczny na zdjęciu wrzos (nr 128) i błękit (nr 133). Oba kolorki są kremowe, bezdrobinkowe, co dla mnie stanowi naprawdę dużą zaletę. Oba mają świetne krycie - w przypadku błękitu widoczna jest na zdjęciu jedna (!) warstwa, przy fiolecie potrzeba dwóch, ale dość cienkich. Zasychają dość szybko, trzymają się dobrze*, po dwóch dniach póki co nic mi nie odpryskuje (a zdarzało się, że OPI schodziło z moich paznokci płatami po kilku godzinach...), jedynie lekko wytarły się końcówki.


Bardzo podoba mi się opakowanie - kształt buteleczki i ograniczone do minimum pierdołowate naklejki kojarzą mi się z droższymi, dość eleganckimi produktami. Gorzej jest z "wnętrzem" - pędzelek w jednym z lakierów miał z lekka rozczapierzone włosie, co wyglądało źle, ale nie sprawiało problemów przy nakładaniu.


Biorąc pod uwagę śmiesznie niską cenę (5,69 zł / 8 ml) i dużą dostępność - zdecydowanie polecam wypróbować :) Ja z pewnością będę się czaić na kolejne kolorki :)


*nałożyłam je na paznokcie uprzednio pokryte Post Trauma Nail Treatment Z Revlonu, nie używałam żadnego osuszacza, ani utwardzacza :)

piątek, 3 maja 2013

Denko kwietniowe :)

Nie przedłużając - zapraszam na kolejne, znów całkiem sporawe denko :>



Lirene Dermoprogram, Pielęgnacja Oczyszczająca, Delikatnie złuszczający peeling enzymatyczny - początkowo zachwycił, później przestał oddziaływać na moją skórę, dzięki czemu pół opakowania męczyłam przez ostatnie 6 miesięcy :/ Na pewno do niego nigdy nie wrócę. Więcej tutaj. Moja (obecna) ocena: 2/5


Yves Rocher, Woda do demakijażu twarzy i oczu Pur Bleuet - potworek, na którym się bardzo zawiodłam. Zdecydowanie odradzam. Pisałam o nim tutaj. Moja ocena: 1,5/5


Yves Rocher, Roślinna pielęgnacja włosów, Odżywka odbudowująca - ideał, który zastąpił mi bananową odżywkę z TBS. Świetnie sprawdza się na włosach i z pewnością napiszę o niej niedługo coś więcej. Póki co za rekomendację niech świadczy fakt, że mam dwa opakowania w zapasie :)


Be Beauty, Balsam do stóp intensywnie nawilżający - dość dobry krem dla niewymagających stóp. Przystępna cena, fajny zapach, ale bez fajerwerków, jeśli chodzi o działanie. Moja ocena: 3/5


Wellness & Beauty, Peeling "Algi i minerały morskie" - znany w blogosferze peeling. Dla mnie zdecydowanie zbyt mocny - szczypanie i zaczerwienienia nie są zdecydowanie tym, czego oczekuję od kosmetyku. Duży plus za opakowanie, które z pewnością jakoś spożytkuję :) Moja ocena: 2/5


Babydream, Krem chroniący przed zimnem i wiatrem - świetny produkt za grosze. Pisałam o nim tutaj. Moja ocena: 4,5/5


Yves Rocher, Jardins du Monde, Zielona cytryna z Meksyku, Żel pod prysznic - fajny, bardzo ładnie pachnący produkt. Dość dobrze się pieni, nie wysusza, na minus jednak wydajność oraz zamykanie, na którym można spokojnie połamać wszystkie paznokcie. Moja ocena: 3,5/5


Isana, Krem do ciała z masłem shea i kakao - kolejny znany kosmetyk z Rossmanna. Mi nie podszedł, chociaż nie mogę powiedzieć, że był kiepski. Więcej w recenzji. Moja ocena: 3/5



 Avon Care, Żel 3 w 1 z wyciągiem z aloesu i imbiru - bubelek w 100%. Pisałam o nim tutaj. Moja ocena: 2/5


Rossmann, Lilibe Cosmetics, Płatki kosmetyczne Maxi - duże, pakowane po 40 sztuk płatki zdecydowanie podbiły mój demakijaż. Zdecydowanie wygodniejsze od tych standardowych, z pewnością kupię kolejne. Moja ocena: 4,5/5


The Body Shop, Mango Body Butter - jeden z nielicznych zapachów maseł TBS, który nie podbił mojego serca... O ile mango w masełku do ust jest świetne, tak to do ciała nie powaliło mnie na kolana :/ Nawilżenie i szybkość wchłaniania jak zawsze bardzo na plus. Na minus regularna cena, ja swoje kupiłam w bardzo fajnej promocji - masło do ciała i masełko do ust za 25 zł. Moja ocena: 3,5/5


Lip Smacker, Winter Berries - świetny zapach, fajne opakowanie, niska cena, przyjemna konsystencja, ładny efekt na ustach. Bardzo, bardzo polubiłam się z tym produktem :) Więcej w recenzji. Moja ocena: 5/5


Yves Rocher, Un Matin au Jardin, Róża EDT - przyjemna woda toaletowa, całkiem dobra na wczesną wiosnę. Zapach przypomina różane nadzienie z pączków, niestety przez swoją intensywność może wzmagać migrenę... Utrzymuje się do kilku godzin na ciele, na ubraniach trwa cały dzień. 20ml buteleczka skończyła mi się bardzo szybko, raczej nie skuszę się na kolejną. Moja ocena: 3,5/5


Próbki kremów z Yves Rocher. Żaden z nich mnie nie podrażnił, ale żaden też specjalnie nie zachwycił (zresztą, dwa z nich są dedykowane starszej niż ja klienteli ;)).


Próbki perfum z Yves Rocher. Z tej czwórki bardzo spodobał mi się So Elixir i Evidence... Ten pierwszy zapach już mam, a na drugi powoli się czaję :>


I to by było (wreszcie :D) na tyle. Teraz uciekam do kompilowania postu o wydatkach ostatnich dwóch ostatnich miesięcy. Przyznaję przy tym, że trochę tego podsumowania się boję... 
W każdym razie - miłego wieczoru dziewczyny :)

czwartek, 25 kwietnia 2013

Kolejne cudeńko z Rossmanna

Rossmannowską serię dla maluchów znają chyba wszyscy. Osobiście przerobiłam z niej w ubiegłe wakacje szampon i puder. Na początku tego roku padło natomiast na dość dobrze oceniany krem, zdecydowanie nadający się nie tylko dla maluchów :)

Rossmann, Babydream, Baby Wind- und Wettercreme 
(Krem chroniący przed zimnem i wiatrem)


(Od razu uprzedzę może, że nie jest to produkt na ciepłe dni, które do nas - w końcu! - przyszły. Warto jednak zapamiętać go i wyruszyć na poszukiwanie jesienią.)

Krem zamknięty jest w całkiem wygodnej, miękkiej tubie. Jest dość gęsty i tępy - źle się go rozprowadza na twarzy, jednak poradzić sobie możemy wklepując go (nie rozcierając), lub mieszając z odrobiną żelu hialuronowego. Wchłania się dość długo, zostawia film na twarzy, ale równocześnie świetnie ją nawilża, jak i natłuszcza. Okazał się być niezastąpiony podczas wyjazdu do Norwegii, gdzie całkiem skutecznie chronił moją skórę przed temperaturami sięgającymi -20 stopni. Nadaje się pod makijaż (nie odnotowałam żadnego rolowania, ani mniejszej trwałości), nie zapycha, przyjemnie za to wygładza buźkę. Ma dość neutralny, nieco "niemowlakowy" zapach, który mi osobiście przypadł do gustu. Przydaje się przy wszelakich podrażnieniach, przesuszeniach (np. wynikających z kataru ;)).



Odkąd nastały cieplejsze dni, zmieniłam mazidło do twarzy, a resztkę kremu zaczęłam stosować go na... stopy. I tu okazał się działać naprawdę przyzwoicie, z pewnością lepiej niż nie jeden krem do tej części ciała.
Na koniec warto jeszcze zwrócić uwagę, że ten rossmannowski przyjemniaczek ma całkiem fajny skład, jest łatwo dostępny, a przy tym kosztuje grosze (ok. 5/6 zł za 75ml). Z pewnością jeszcze do niego wrócę.

Moja ocena: 4,5/5


wtorek, 23 kwietnia 2013

Znany i lubiany (?)

Ten produkt chodził za mną długo. Czytałam o nim na milionie różnych blogów, aż w końcu złamałam się zwiedziona na pokuszenie zawrotną ceną 7,99 zł.

Isana, Body Creme Sheabutter & Kakao
(Krem do ciała z masłem shea i kakao)


Krem zamknięty jest w wielkim (pół kilo!), dość brzydkim, plastikowym opakowaniu. Plusem jest zabezpieczająca folia, dająca nam pewność, że nikt nie wsadził do niego wcześniej paluchów. 
Wydajność produktu, choćby ze względu na stosunek objętości do ceny, oceniam na plus. Podobnie, pozytywnie zaskoczyła mnie jego konsystencja oraz działanie - skóra była miła w dotyku, dość fajnie nawilżona, lekko wygładzona. 


Na zdecydowany minus oceniam jednak jego wchłanianie - zajmuje to dość długą chwilę, w dodatku krem pozostawia białą warstwę, której wręcz nienawidzę w przypadku tego typu produktów. Średnio spodobał mi się zapach, który jak wiem ma wiele zwolenniczek - dla mnie był niestety zbyt mdły, jakiś dziwaczny.
Podsumowując wątpię, czy wrócę do tego produktu. Mimo że naprawdę warto spróbować (zwł. ze względu na cenę), ja jednak będę szukała dalej ;)

Moja ocena: 3/5


PS Na włosy użyłam go tylko raz - obciążył je strasznie, a żadnego "łał" nie było, więc szybko od takich eksperymentów odeszłam ;)

wtorek, 5 lutego 2013

Jak dobrze zainwestować 3 złote

Czyli krótki post pochwalny na cześć rossmannowskiego produktu, który swoją funkcjonalnością podbił moje serce.

Rossmann, Lilibe Cosmetics, Kosmetikstäbchen.
Patyczki kosmetyczne 


Patyczki higieniczne od lat służyły mi pomocą we wszelkich poprawkach makijażowych. Te jednak, zdecydowanie lepiej sprawdzają się niż ich "zwyczajni kuzyni".


W opakowaniu znajduje się 70 patyczków, zakończonych watą "ze 100 % bawełny , wybielanej tlenem".


Część spiczasta świetnie nadaje się do poprawek eyelinera, wycierania wszelkich, nawet najmniejszych plamek z tuszu, ale też usuwania lakieru ze skórek przy paznokciach.
Płaską natomiast bez trudu wyczyścimy większe powierzchnie. Osobiście używam jej jednak głównie do aplikacji masła na usta - sposób higieniczny, a przy tym wygodniejszy niż z zastosowaniem zwykłego patyczka ;)


Jeśli chodzi o cenę i dostępność - jak wskazuje tytuł posta - dostać je można w każdym Rossmannie za zawrotną kwotę 2,79 zł :)

Zdecydowanie polecam!

piątek, 1 lutego 2013

Umarł król...


Nowy miesiąc, nowa wypłata, nowe zakupy ;)
A tak serio... Dziś kolejny post z serii "zdjęcia z neta" - bowiem dość spodziewanie umarł mój aparat.

Nie był najstarszy, ale dość mocno wymęczony ubiegłorocznymi wyprawami. Ostatnie skrzypnięcie obiektywu nastąpiło wczoraj...
Niemniej - umarł król, niech żyje król!
Jako fanka Nikonów, a zarazem wielbicielka niezbyt drogich, a małych, "wygodnych" kompaktów, zaopatrzyłam się już w następujące cudo, niestety dostępne jedynie w wersji czarnej lub srebrnej (ja mam tę pierwszą)...


Źródło: http://digitalcameras.techfresh.net/


Poza tym w łapy wpadł mi w końcu wyczekiwany 
(bo przeto obiecałam sobie do końca stycznie nic nie kupować),
cieszący mój węch i portfel, a na dodatek będący obecnie w promocji za niecałe 8 zł krem do ciała z Isany :)

Źródło: http://wizaz.pl/

Do domu przywlekłam też jedną ze świec obecnie dostępnych w Biedronce. Jej cena widoczna jest na obrazku poniżej, jeśli chodzi o wersje zapachowe, to należy wymienić kolejno: róża-konwalia, biała herbata-imbir, wanilia-pomarańcza. Skusiłam się póki co na tę ostatnią, jednak rozważam może jeszcze tę z imbirem... 
Swoją drogą, czy nie są prześliczne dzięki tym cieniowaniom? :)

Źródło: http://gazetki.biedronka.pl

PS Jutro oczekujcie mojego postu denkowego, z którego już teraz jestem dumna :D

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Dylematy, dylematy ;)

Właśnie się dowiedziałam, że do 26 stycznia trwa w Rossmanie promocja na podkłady - wszystkie poobniżane są o -40%.
A że mój ukochany Flower Perfection się powoli kończy, a w zasobach jedynie nieco przyciemny Revlon pozostał to się głowię...

Źródło: http://www.rossnet.pl

Kupić, czy nie kupić? Zważywszy, że limit na zakupy kosmetyczne w tym miesiącu wyczerpany, a cena regularna jest dość wysoka? :)
A po szczegóły zapraszam TU ;)

niedziela, 20 stycznia 2013

Chciej-lista styczniowa ;)

Są takie dni, gdy siedzę sobie pod ciepłym kocem z kubkiem kawy w dłoni i przeglądam recenzje kosmetyków...
Z takich chwil powstają szalone wish-listy, które wolniej lub szybciej realizuję.

Wczoraj właśnie był taki dzień, skutkujący fantazjami bodyshopowymi (zaczynam ostatnio mieć wielki nawrót miłości do tej firmy) i nie tylko...

I tak oto doszłam do wniosku, że chciałabym:

1. The Body Shop, Dewberry Mure Sauvage Body Lotion (Jeżynowy balsam do ciała) - zdaję sobie sprawę, że to bardziej wiosenno-letni produkt i z tego względu trochę się jeszcze wstrzymam. W ubiegłe wakacje używałam balsamu arbuzowego i go uwielbiałam, myślę więc, że z tym może być podobnie.



2. The Body Shop, Rękawice do peelingu - po rozpoczęciu udanego związku ze ściereczką delikatnie peelingującą z TBS, a zarazem po kilku zawodach (odkąd poznałam TEN peeling wszystkie inne mnie rozczarowywują) stwierdzam, że może to być świetna inwestycja. 9 lutego przybywam do Krakowa i wtedy też chyba po nie pobiegnę... :)


3. The Body Shop, Lip Butter - o smaku kakao dokładniej - nie miałam, a chciałabym, po prostu. Niemniej nie dam się skusić na ten zakup, dopóki nie wykończę choć jednego słoiczka obecnego w kosmetyczce (masełko z Nivei na pierwszy rzut?)


4. The Body Shop, Peppermint Cooling Foot Lotion (Miętowy, chłodzący balsam do stóp) - podobnie jak jeżynowy balsam, ten produkt z pewnością jest dedykowany cieplejszym dniom... Jednak warto umieścić na liście, co by nie umknął ;)



5. The Body Shop, Honey Moisturising Conditioner (Odżywka nawilżająca) - odżywka bananowa z TBS jest produktem, którego brak w łazience budzi w mym sercu trwogę... Niemniej mam ochotę ją zdradzić w najbliższym czasie i spróbować czegoś innego ;)



6. Isana, Body Creme Sheabutter & Kakao (Krem do ciała z masłem shea i kakao) - zachwalany, słynny... Maseł jak już kilkakrotnie wspominałam mi nie brakuje, jednak boję się, że ktoś może wpaść na genialny pomysł by je wycofać (w ten sposób np. nie załapałam się na słynną odżywkę z babasu). Z całą pewnością będzie to pierwszy produkt, po który pobiegnę w lutym :D


7. Ziaja, HerbikaPlant, Czarny Bez, Bioaktywny krem wygładzający - przypadkiem trafiłam na jego recenzję... i wynikało z niej, że ten krem jest tym, czego szukam i potrzebuję, więc jak tylko skończę czerwonego Garniera to idę polować na Ziaję :3 
[edit: odwiedziłam sklep firmowy Ziaji i się dowiedziałam, że ten krem nie jest już produkowany...]




A Wy macie jakieś marzenia kosmetyczne do zrealizowania w najbliższym czasie? :)




Źródło zdjęć: wizaz.pl
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...