Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Clinique. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Clinique. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 września 2013

Mega denko cz.1 - niekolorowa kolorówka

Zbierałam się i przygotoywałam do postu denkowego od dłuższego czasu... Aż doszłam do wniosku, że tu całądenkową serię zrobić trzeba. Od maja (?) nazbierało się naprawdę dużo produktów, więc pora na odsłonę pierwszą - moją mało kolorową kolorówkę :)


KIKO, Falsh lashes concentrate – biała baza pod tusz z Kiko okazała się być produktem fajnym, ale niekoniecznym… Niby dodawała objętości, ale zwyczajnie nie chciało mi się nią bawić. Na uwagę zasługuje jej szczoteczka o ciekawym trójkątnym przekroju.



L'Oreal, Super Liner Duo – dobry, łatwy w obsłudze, o ładnej czerni. Dość drogi, opłaca się na niego polować podczas promocji. Niestety mniej trwały niż eyeliner w żelu z Maybelline, dlatego też raczej do niego już nie wrócę.

Clinique, High Lenghts Mascara – nie, nie i jeszcze raz nie! Jeden z najgorszych tuszy, jakie miałam. Dawał szalony efekt pajęczych nóżek, okropnie sklejał, był straszny w aplikacji (nawet gdy już się poddałam i podmieniłam jego dziwaczną szczoteczkę, na coś bardziej „normalnego”). Poza tym jego szczoteczką można spokojnie zrobić sobie krzywdę; osobiście za każdym razem drapałam nią sobie powiekę... Po raz kolejny cieszę się, że dostałam miniaturkę, zanim wyrzuciłam pieniądze w błoto.

Clinique, High Impact Mascara – ten tusz z kolei muszę zaliczyć do najlepszych, na jakie do tej pory trafiłam. Ładna czerń, świetne pogrubienie i wydłużenie, duża trwałość, brak jakichkolwiek problemów z kruszeniem/rozmazywaniem – po prostu mały ideał!



Sensique, Matt Finish Powder – bardzo tani produkt, wyjątkowo dobrze matujący, wydajny. Zamknięty w paskudnym i nietrwałym opakowaniu. Na dłuższą metę niestety męczy skórę i pogarsza jej wygląd.



Inglot, Duo Adhesive, Klej do sztucznych rzęs – najlepszy, bardzo wydajny produkt w tej kategorii. Na niewielki minus cena, jednak biorąc pod uwagę jakość tego produktu, możemy przymknąć na nią oko.


poniedziałek, 4 marca 2013

Denko lutowe :)

Czasu ostatnio mi brakuje na pisanie bloga, ale denko musi być! Zwłaszcza, że znów udało się całkiem ładne... Ale przejdźmy do konkretów ;)


Produkty, które pokochałam i do których z pewnością wrócę:

Isana, Szampon wygładzający z olejkiem Babassu - bardzo tani, bardzo wydajny, świetnie współgrający z moimi włosami. Jedyna rzecz, jaką mogłabym mu zarzucić to opakowanie - kiczowate i brzydkie do granic :P Moja ocena: 4/5


Lush, Seanik (próbka) - wydajny (malutki kawałek wystarczył na dwa tygodnie, przy czym myłam włosy praktycznie codziennie), bardzo dobrze się pieni, mocno oczyszcza, o czym świadczy charakterystyczne skrzypienie włosów. Mam wrażenie, że dość dobrze poprawia przy tym ich kondycję. Na minus cena, dostępność (a raczej jej brak w Polsce), ale też fakt, że mocno plącze włosy - odżywka w przypadku tego szamponu to konieczność. Moja ocena: 4/5




 Clinique, High Impact Mascara - najlepszy! Dla mnie tusz ideał - próbka wystarczyła mi na długie tygodnie codziennego stosowania, od początku do końca sprawdzał się na moich rzęsach ładnie je podkreślając. Pozwalał stopniować efekt, nie sklejał, nie kruszył się. Po prostu mój KWC. Jedynym jego minusem jest tylko regularna cena... Na szczęście mam jeszcze jedną miniaturkę :)) Moja ocena: 5/5
(o zdjęciu oczywiście jako przykładna gapa zapomniałam... następnym razem będzie ;))

Bourjois, Flower Perfection, Fond de Teint, 52 - wydajny, ładnie ujednolica, świetnie stapia się ze skórą, nie ciemnieje, nie zapycha, ściera się średnio, nie brudzi zbyt mocno. Minusem może być regularna cena, jednak da się go upolować na promocji. Moja ocena: 5/5



Produkty poprawne, do których jednak raczej nie wrócę:
   
The Body Shop, Pink Grapefruit Body Butter -bardzo lubię, ale z racji ceny i ilości zapachów do wypróbowania, raczej nie kupię ponownie. Wystarczył mi na równe dwa tygodnie, co jest dość dużą wadą tego produktu - zwł. przy regularnej cenie. Moja ocena: 4/5


Rimmel, Lasting Finish Lipstick 070 Airy Fairy - bardzo lubiłam, ale mi się pod sam koniec już niemiłosiernie znudziła... Więcej w recenzji.

Radical, Serum ziołowo-witaminowe do włosów zniszczonych i wypadających - przyjemne, o ziołowym zapachu, jednak nazwa może być myląca - według mnie to żadne serum, a dość normalna odżywka. Na plus możliwość wyboru, czy chce się ten produkt stosować bez, czy ze spłukiwaniem. Mimo powyższych zalet oraz przystępnej ceny i dość dobrej wydajności - nie podbiła mojego serca, oceniam mimo wszystko jako takiego przyzwoitego średniaczka. Moja ocena: 3/5


Lush, mydło Miranda (próbka) - przyjemny, kojarzący się z jakimiś cukierkami (albo może gumą balonową?) zapach to jedyny plus tego produktu. Mydło to jest dziwne, nieprzyjemne w użyciu, nie daje uczucia prawdziwego oczyszczenia, miałam wrażenie jakbym miziała się kawałkiem gumy. Cieszę się, że nie kupiłam dużej kostki, bo przy tej cenie, chyba bym Mirandę ze złości na samą siebie zjadła. Moja ocena: 2/5


Lush, mydło Porridge - mydło bardzo kremowe, a przez to szalenie niewydajne. Pięknie pachniało, pozostawiało skórę mocno oczyszczoną, wręcz skrzypiącą, a przez to potrzebującą natychmiastowego nawilżenia. Ziarna owsa, zatopione po bokach kostki, nie pilingowały, a raczej dość nieprzyjemnie masowały skórę, do tego porządnie brudziły łazienkę. Relacja cena/wydajność sprawia, że nigdy więcej go nie kupię, aczkolwiek wypróbować można. Moja ocena: 3/5



Bi-Es, Paradiso EDP - przyjemny, słodki zapach, coś dla miłośniczek Escady. Początkowo zachwycał mnie trwałością, niestety po około roku od zakupu, coś niedobrego się zaczęło z nim dziać - szybko wietrzał (potwierdzone przez lubego), zmienił się, stał nieprzyjemnie jednowymiarowy... Biorąc pod uwagę cenę (ok. 20 zł) można przymknąć na to oko, niemniej wymęczę drugą, zapasową buteleczkę, i raczej nigdy do tego produktu nie wrócę (mimo że kojarzy mi się z ubiegłorocznymi, cudownymi wakacjami ;)) Moja ocena: 3/5


Inglot, Ultradelikatny Róż do Policzków - zawierający drobinki, niestety o niezidentyfikowanym/niezapamiętanym numerze. Byłabym pewnie dla niego delikatniejsza, gdybym nie poznała róży z M.A.C... Inglotowski róż bardzo łatwo robił plamy, dość szybko i nieładnie schodził, w moim odczuciu był zdecydowanie zbyt mocno napigmentowany. Cena (ok. 20 zł) nie najgorsza, na plus wydajność (ale to chyba typowe dla róży?) i ładne, trwałe opakowanie. W sumie cieszyłam się, gdy przypadkiem mi się roztrzaskał... Moja ocena: 3/5 


Ewa Schmitt, Gąbka Konjac do demakijażu - jak dla mnie to zdecydowanie zbędny gadżet. Z moją nic złego się niby nie działo, ale spełnienia obietnic producenta o nawilżeniu etc. oczywiście nie odnotowałam ;) Produkt z lekka przereklamowany... Moja ocena: 2/5


Buble:

Farmona, Tutti Frutti, Mus do ciała brzoskwinia & mango - nie polecam i mam nadzieję, że to było moje ostatnie pudełko ;) Więcej w recenzji. Moja ocena: 1/5


Lush, Jungle - pół puściłam w świat, pół wymęczyłam. Nie wiem, może coś ze mną nie tak, ale nie potrafiłam jej używać. Próbowałam nanosić na włosy suche, na włosy mokre, próbowałam spienić (no way), próbowałam zrobić z niej "ciapę" i takową nakładać na włosy... Nic. Nie okiełznałam techniki użycia, nie widziałam żadnych efektów. Zdecydowanie nie polecam. Moja ocena: 1/5


Dax Cosmetics, Planet Essence, Maseczka głęboko oczyszczająca do cery tłustej i mieszanej `Bogactwa ziemi` - robi jedno wielkie n i c. Na drugi dzień po zastosowaniu odnotowałam jakieś pojedyncze pryszcze na brodzie, a na ogół problemu z wypryskami tego typu nie mam, więc zgadnijmy, kto był winien... Nie polecam, mimo niskiej ceny (4 zł). Moja ocena: 1/5


sobota, 23 lutego 2013

Moja kosmetyczka wyjazdowa ;)

Mój pobyt w Norwegii powoli zbliża się ku końcowi, a ja teraz dopiero skończyłam ten post. Prędkość ma jest olśniewająca, ale do rzeczy - dziś przedstawić Wam chciałam moją kosmetyczkę w wersji wyjazdowej ;)



Twarz:


1. Bourjois, Flower Perfection - świetny i bardzo wydajny podkład, właśnie dobijam do jego dna ;) Ładnie ujednolica, dobrze kryje - ideał!
2. Bourjois, Healthy Balance - fajny, dobrze zmielony prasowaniec, również bardzo wydajny.
3. Guerlain, Meteorites - uwielbiam! Więcej TU.
4. Inglot, Ultradelikatny róż do policzków o nieznanym numerze - nie jest to mój ideał, ale próbuję go usilnie zdenkować... Łatwo o plamy.
5. Revlon, Bare Bare It All w odcieniu Pink A Boo - odlewka świetnego, bardzo wydajnego rozświetlacza, który niestety jest dość ciężki do zdobycia :/



Oczy:



1. Essence, A New League LE, Soft Touch Eyeshadow 01 caddy in the wind - ideał, niestety z limitowanki...
2. Essence, Eyebrow Stylist Set - dobrze znany i lubiany ;) Poza paskudnym opakowaniem - kolejny ideał.
3. L'Oreal, Super Liner Duo - porządny eyeliner, po prostu.
4. KIKO, Glamorous Eye Pencil 408 - "Glamorous" to najlepsza seria kredek do oczu, na jaką do tej pory trafiłam, a sam turkus - uwielbiam i żałuję jedynie, że już nie mam do KIKO dostępu.
5. Clinique, High Impact Mascara - miniaturka, którą jednak używam już dobre dwa miesiące, albo i więcej... Bardzo lubię, ale nie wiem, czy skusiłabym się na pełnowymiarowy produkt, ze względu na cenę.
6. Essence, Stay all day, Long lasting eyeshadow, 09 For fairies - kolejny ulubieniec z Essence. Pisałam o nim TUTAJ :)


Usta:


1. Manhattan - Soft Mat Lipcream 56K - przyjemny mat, niestety szybko go zjadam.
2. Wibo, Pomadka Eliksir nr 04 - polecam (jak i 99% osób, które go miały :P)
3. Carmex Lip Balm Classic - kolejny znany wszystkim produkt; świetny w okresie zimowym.
4. Lip Smacker, Winter Berries - ukochany prezent od koleżanki. Pisałam o nim TU.

Pędzle:


1. Hakuro - H24 - do różu. 
2. Hakuro - H85 - do brwi (oraz słoiczkowych linerów).
3. Hakuro - H78 - idealna kulka do cieni (dobrze mi się nią nakłada również te w kremie).
4. Hakuro - H55 - do pudru. Czy muszę pisać, że uważam pędzle z Hakuro za świetne jakościowo i dostępne w naprawdę przyjemnej cenie? ;)

Paznokcie:


1. Szklany pilniczek.
2. Essie, Grow Stronger - najlepsza odżywka, jaką miałam okazję stosować. Faktycznie poprawia stan paznokci, jednak szybko odpryskuje, tym samym nie ma szans na noszenie z nią jakiegoś fajnego koloru dłużej niż jeden dzień :/
3. Essence, Nail Art, Special effect topper 11 disco disco - ulubiony top, aczkolwiek.. nie wiem po co go zabrałam, bo nie użyłam ani razu :P

Inne:


1. Pęseta z Essence (znowu ;))
2. Bi-Es, Paradiso EDP - tak pachniały moje ostatnie wakacje ;) Bardzo słodki, w stylu Escady, długo trzymał się na skórze... Ale właśnie - trzymał. Ostatnio od razu "ucieka", zapach jakby stracił na jakości. Na szczęście dobijam w nim powoli do dna.
3. Rossmann, Babydream, Baby Wind- und Wettercreme (Krem chroniący przed zimnem i wiatrem) - kolejne cudo za grosze z Rossmana. Utrzymuje moją cerę w dobrej kondycji mimo mroźnej norweskiej aury ;) 
4. The Body Shop, Hemp Hand Protector - mój ulubiony krem do rąk, ze względu na jego felerne opakowanie zmuszona jestem do noszenia takich oto "próbeczek" :/ Więcej możecie przeczytać TUTAJ
5. Chusteczka odświeżająca.
6. The Body Shop, Mango Hand Cleanse Gel  - ładnie pachnie, szybko się wchłania. Na wyjazdy świetny.



A tu jeszcze kosmetyczka w całej okazałości


I dowód na to, że jestem w stanie ją zamknąć ;)
Swoją drogą, zdziwiłam się, że aż tyle rzeczy do niej napakowałam... 




niedziela, 2 grudnia 2012

Ulubieńcy listopada + chwalę się!

Dziś przedstawię pokrótce moje ulubione produkty do makijażu w ostatnim miesiącu - więcej pewnie skrobnę w następnych wpisach, jako że wczoraj, korzystając z ładnego słońca narobiłam wreszcie trochę zdjęć ;)


Zdecydowanym faworytem w kategorii podkłady w listopadzie był Flower Perfection w odcieniu 52 vanilla (na zdjęciu głównym bez zamykania, które jest zwyczajnie nieporęczne i zbyt wielkie...). Podkład przyjemny w aplikacji (lepiej się go nakłada palcami lub gąbeczką, niż pędzlem), ładnie stapiający się z cerą, dobrze kryjący.


Zdjęcie stare, stąd inne tło i kolory chyba zbyt ciemne :(

Z pudrów najczęściej towarzyszył mi Healthy Balance również z Bourjois, oraz meteoryty Guerlaina w wersji 02 Teint Beige. Kulki te kupiłam na początku czerwca po lekturze kilku wychwalających je recenzji... po czym zawiedziona postawiłam na półce, plując sobie w brodę, że wydałam 40 euro na najładniejszą puderniczkę świata, której zawartość "nie działa". Na początku ubiegłego miesiąca użyłam je podczas chrztu, do którego niosłam pewnego świetnego szkraba ;) Na zdjęciach z tej uroczystości odkryłam, że moja cera faktycznie jest rozświetlona, wygładzona, po prostu piękniejsza ;) i od tej pory z meteorytami się nie rozstaję!



No, czasem może zdradzam je z odlewką genialnego rozświetlacza Bare It All w odcieniu Pink A Boo marki Revlon (mam nadzieję, że choć trochę udało mi się uchwycić jego bezdrobinkowy blask). 



Policzki często miały kontakt z Ultradelikatnym (acz mocno napigmentowanym) Różem Inglota w odcieniu nieznanym, bo startym...



W makijażu oczu najczęściej używałam próbki High Impact Mascara z Clinique. Po połowie miesiąca, pozostając przy jej genialnej dla mnie szczoteczce, zaczęłam mazać rzęsiska False Lash Effect z Max Factor. W tym drugim przypadku sam tusz okazał się świetny, ale grubaśna szczotka zdecydowanie nie jest z mojej bajki.


Na powiekach w listopadzie królował u mnie wręcz niezniszczalny cień Stay all day 09 For fairies z Essence, od promocji rossmannowej uzupełniony o równie trwały Super Liner Duo L'Oreal (widoczny na zdjęciu głównym niemal na samym środku).



A usta? Znany chyba wszystkim My Favourite Milkshake z Essence.

A które produkty Wam umilały miniony miesiąc? Z chęcią poczytam, więc można dołączać linki :P



A tak jeszcze niekosmetycznie, pochwalę się dzisiejszym zakupem... Co roku w mojej starej szkole organizowane są przedświąteczne kiermasze - na takowym właśnie udało mi się znaleźć pierścionek marzenie - srebrny (próba 925), oksydowany, za 35 zł - idealny więc na Mikołaja dla samej siebie :D Marzą mi się jeszcze kolczyki z podobnym kwiatowym motywem, ale to już może po świętach :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...