Pod ostatnią choinkę dostałam poza smackersami, opisanymi TUTAJ, zestaw do pielęgnacji z Farmony, w skład którego wchodził mus do ciała o zapachu brzoskwini & mango, oraz odpowiadający mu olejek do kąpieli. Mus kiedyś już miałam, obecnie kończę więc drugie opakowanie i od niego może zacznę, recenzję olejku zostawiając sobie na później.
Opakowanie:
Proste plastikowe pudełeczko. Plus za zabezpieczające sreberko w środku, plus też za całkiem uroczą szatę graficzną. Wizualnie opakowanie trochę przypomina mi te z TBS, oba podobają mi się zresztą w takim samym stopniu ;)
Zapach:
Jednym słowem - o k r o p n y (tak, zaczynam tym razem z grubej rury). Wszelkie dodatnie cechy tego produktu niestety przesłania mi właśnie zapach, mający według producenta być jego największą zaletą ("tak pachnie szczęście"?!). Jest on mocno chemiczny, zdecydowanie zbyt długo się utrzymujący, wnikający we wszystkie ubrania, w pościel, unoszący się w pomieszczeniu długo po otwarciu pudełka, i ciągnący się za mną, po nałożeniu produktu (o czym zawsze informuje mnie mama, używając niezbyt pochlebnych słów dla określenia swych przeżyć węchowych). Po ukończeniu pierwszego opakowania miałam zamiar nigdy już do tego musu nie wracać, właśnie ze względu na tę mdłą, okropnie nienaturalną woń. Niestety, nie udało się.
Cena / objętość:
Ok. 13 zł / 250 ml
Moja opinia:
Jak można się domyślić, powyżej opisane wrażenia zapachowe, sprawiają, że już nigdy z własnej, nieprzymuszonej woli (tu byłam przyciśnięta postanowieniem denkowania) do tego musu nie wrócę. Przechodząc jednak do innych cech produktu.. Opakowanie, w dość standardowej cenie, starczyło mi na 2 tygodnie codziennego stosowania (nie żałowałam sobie jednak, chcąc wykończyć go możliwie szybko), co określiłabym jako średni wynik. Nie bardzo spodobała mi się konsystencja produktu, która wdaje mi się dość... obrzydliwa, podobnie zresztą jak i sam kolor (znów sztuczność do granic). Mus wchłania się całkiem szybko, co niewątpliwie jest jakąś tam zaletą, niemniej nie pozostawia skóry zbyt nawilżonej, czy wygładzonej, niezależnie od pory roku (pierwsze opakowanie zużyłam porą letnią, więc mam porównanie). Poza ładną szatą graficzną nie widzę w tym produkcie NIC pozytywnego na dłuższą metę i mam nadzieję, że już nigdy taki prezent mi się nie przytrafi.
Moja ocena: 1/5
Nie. Szczęście zdecydowanie nie śmierdzi chemią.




